wtorek, 5 października 2010

śnią mi się dziwne rzeczy...
śnią mi się odbicia we lustrach.....
cienie...
jakby wizje, zjawy, próbujące przejśĆ na moją strone tafli lustra...
Tafla lustra w tych snach wyraźnie je powstrzymuje jako bariera fizyczna...
chodź mam dziwne poczucie ze nie chcę żeby je powstrzymywała, żeby tafla lustra była nierealna a cienie z innego świata...stały sie realne.... tym bardziej że wiem że maja mi wiele do powiedzenia...
Czas niepodzielny Władca poczatku i końca...
co jeśli już nim przestał byc, chodź dalej upiera się w swoim królowaniu?
co jeśli czas sie skończył?
czym jest miłośc....
boże zapomniałam jej definicji, gubiąc się w środku drogi życiowej, wchodząc w nieudane małżeństwo, z którego powinnam juz dawnno odejść....
nagły błysk w głowie...
redefinicja...
olśnienie?
nawrócenie?
jeśli nie tak to co?
zaczynam coraz bardziej odnajdywać siebie..
nie jest łatwo wszystko co szlachetne rodzi się w ból (tak wiem trochę martyrologiczne i pompatyczne ale życiowe) a pójście swoją ścieżka i w zgodzie z sobą jest szlachetne ze wszech miar...(chyba?)
to nie był łatwy ani przyjemy etap mojego życia....
za dużo elementów niechcianych, nieprzewidzianych i w personalnym poczuciu krzywdzacych...ale dupa takie jest życie pewnie niejedna 'fajna niespodzianka' mnie czeka....
moje małżeństwo chodź nie legalnie i prawnie jest już przeszłością...mój mąż ma zakaz policyjny zbilżania się do mnie... ja wylądowałam z możliwością rekonstrukcji dna oka(odpryśnięta kość z pod dna oka) ale jest już o 'niebo lepiej' oko wróciło do normy...
ja zastanawiam się, która drogą w zyciu pójść....
nie będe się oszukiwać czuje się jak bezdomny kundel- bez pana, domu, pewności o jutro.... na swoją kość w życiu pewnie muszę poczekać... a czekanie zawsze mnie nużyło
prubuje dostosować do rzeczywistości - problem polega na tym, że to ja zawsze rzeczywistość projektowałam, nie starając się być inwazją - przeciwnie w ramach - żyj i pozwól żyć innym- teraz jedna muszę się do niej dogiąć a jako, że z natry jestem istotą nieugiętą i cholernie dumna(ta ostatnia cecha zawsze mnie gubiła) nie wychodzi mi to pewnie najłatwiej...
pewnie nie...
ale niezbadane są wyroki życia
i
.....
zawsze pozostaje wyjście
wyjście bez uliczek bocznych i kompromisów...
dziś jedyne co kołacze mi sie po głowie to że dusza jest wolna(cytując miedzy innymi za Frommem i nic nie jest jej w stanie złamać....
zaczynam odkrywać inna siebie- stara siebie, której tak bardzo mi brakkowało przez ostatnie 3 lata... wolną artystyczną niekompromisową...
bo kto każe chodzić mi na kompromisy, kiedy są niepotrzebne...
kto wyznaczył prawa społeczne...
wczoraj oczarowała mnie muzyka z fleta, więc dorzuciłam się do kapelusza wystawionego jak na mój gust przez narkomankę z irokezem...
ale wielu 'normalnych' ludzi zazdrościłoby jej tej jednej sekundy, której przez swą muzykę grana na flecie połączyła się z Bogiem.....
czy to już moralizowanie? od którego boże uchowaj mnie w swej łaskawości.

środa, 9 czerwca 2010

Zla sie nie ulekne...

Jedna z najpiekniejszych rzeczy jaka w zyciu czytalam:

'Pan jest pasterzem moim.
Na niczym mi nie zbywa.

Na zielonych pastwiskach położył mnie,
nad spokojne wody mnie prowadzi.

Duszę moją posila,
prowadzi mnie po ścieżkach prostych
dla chwały swego imienia.

'A choćbym zeszedł w ciemną dolinę śmierci,
nie będę lękać się złego,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij pasterski i laska:
one mnie będą wiodły.

Ty stół biesiadny zastawiasz przede mną
na przekór moim wrogom,
głowę moją olejkiem namaszczasz,
a mój kielich przelewa się.

Szczęście i łaska podążają za mną
po wszystkie dni mego życia.
I zamieszkam w domu Pańskim
na długie czasy.'

Psal Dawidowy tlumaczenie Milosza.

poniedziałek, 31 maja 2010

maro
14:06:56
jak Cie ierwszy raz zobaczylam wiedzialam albo bedziemy najgorszymi wrogami albo sie zaprzyjaznimy
14:07:00
nie ma polsrodkow




IWONA
14:07:08
dokladnie jak mowisz




maro
14:07:09
i niezmeirnie sie ciesze ze jestes po mojej stornie




IWONA
14:07:21
szkoda ze ja tak malo takich ludzi w zyciu spotkalam




maro
14:07:42
mam kurwa tak samo
14:07:46
szkoda




IWONA
14:07:51
"ludzi z mojego swiata"




maro
14:08:08
wiem
14:08:15
biale kruki jestesmy
14:08:19
dziwne istoty




IWONA
14:08:24
dokladnie
14:08:30
ale to chyba dobrze'




maro
14:08:50
ja wiem mnie pawie nigdy nikt nie rozumie




IWONA
14:09:04
lepiej byc mala izrozumiala sobie grupa niz wielka szaroscia




maro
14:09:21
nie wiem Iwona, musze to przemyslec




IWONA
14:09:25
to dlaczego ja cie rozumiem
14:10:01
wiele jest szarych nieznaczacych swiatu nic ludzi, bez potencjalu i celow, aspriracji, ambicji




maro
14:10:03
bo jestes moja projekcja a ja siedze w domu wariatow i tak naprawe to Cie nie ma rozmawiam sama ze soba




IWONA
14:10:12
a tacy ludzie nierozumieja tych drugich




maro
14:10:14
(to by tlumaczylo dlaczego jestes taka idealna




IWONA
14:10:21
hehe
14:10:27
bez przesady ale to wytlumaczalne




maro
14:10:37
no widzisz ja mam na wszystko odpowiedz
14:10:41
pytaj ja Ci wyjasnie
14:10:51
po znajomosci




IWONA
14:10:59
na wszystko?




maro
14:11:14
bo Ci dobrze z oczu patrze chodz z powodu Twego wzroztu musze skakac




IWONA
14:11:23
no tak
14:11:31
ja mam na co dzien duzo pytan




maro
14:11:37
to wal




IWONA
14:11:39
i zawirowan myslowych




maro
14:11:43
winna Ci to jestem




IWONA
14:11:52
ciagle sie nad czyms zastanawiam




maro
14:12:01
ahhahaha i ha witamy w klubie




IWONA
14:12:13
no my ciagle w tym samym klubie




maro
14:12:15
ja sie nawet zastanawiam dlaczego pomidor jest czerwony




IWONA
14:12:20
ale wiesz co mnie by rozbawilo?




maro
14:12:20
dzis mialam taka faze
14:12:28
co by Cie rozbawilo?




IWONA
14:12:30
ja mam podobne
14:12:47
gdybys dolaczyla do mojego klanu "rozwiedzionych"
14:12:48
;>
14:13:07
hehe
14:13:13
to tak dla rozbawienia
14:13:21
bo czuje sie w tym klubie samotna




maro
14:13:23
a wiesz Wiatkowska ze to mozliwe wszakze i powiem Ci - jestes mlodsza a kurwa wszystko przede mna przezylas
14:13:40
a pamietasz jak po subie Ci powiedzialam ze ja wiem ze ja sie rozwiode?




IWONA
14:13:42
nieiwem czy to dobrze, dla mnie tak bo szybciej si eucze
14:13:50
o tak




maro
14:13:54
kurwa pamietasz i ze biore slub zeby byc jak Ty?
14:14:05
no ja widac mniej jestem pojetna




IWONA
14:14:20
ale ja mialam jedna nieudana probe




maro
14:14:24
dzis mam taki metlik w glowie ze zjadlam pol pomidora




IWONA
14:14:27
ty widocznie tez taka musisz przejsc




maro
14:14:35
burczy mi w brzuchu i WIEM - ze nic nie zjem
14:14:47
dobra Dupo ;>




IWONA
14:14:47
to ja mam podobnie




maro
14:14:51
ja musze leciec




IWONA
14:14:53
na nerwy tez nic nie zjem




maro
14:14:55
bo sie spoznie




IWONA
14:14:57
leeeecccc
14:15:03
odezwij sie




maro
14:15:04
no ja nic nie potrafie przelknac
14:15:22
odezwe obiecuje ale ty tez sie odezwij wiesz jak milczenie mnie zabija i odurza




IWONA
14:15:24
dobrze ci zrobi na nadwage
14:15:34
a z wieczora siedze




maro
14:15:36
z moja odwaga zle ostatnio




IWONA
14:15:40
a wiec pisz




maro
14:15:43
lece
14:15:49
milego wieczoru!




IWONA
14:15:57
wzajemnie
14:16:01
i zjedz cos
14:16:03
!!
''IWONA
13:45:27
stara jestem? zniszczona upadkami w zyciu?
13:45:37
no nigdy niema gwarancji
13:45:51
sra na otoczenie co pomysli rob swoje
13:45:55
zycie jest jedno
13:46:31
moze kolejny raz sie pomylisz ale lepiej zalowac ze niewyszlo niz zalowac ze sie nie sprobowalo




maro
13:47:03
boze jak ja Cie kocham
13:47:12
stara ile ja Ci browarow jestem winna
13:47:34
ile razy Ci buty w nastepnym wcieleniu bede pastowac
13:47:39
to Ty nie wiesz Iwona




IWONA
13:47:43
wzajemnie dupo




maro
13:47:44
no bo skad?




IWONA
13:48:11
nie zartuj




maro
13:48:18
to nie jest zart
13:48:28
przychodzisz ratujesz mi zycie i to niby mimochodem




IWONA
13:48:50
bo ja cie kurwa mac wojsznis rozumiem




maro
13:48:58
wiem
13:49:27
cos czuje ze zestarzejemy sie w tym smaym przytulki''

i tylko jeden komentarz Iwona jak ty sie czujesz stara to co ja mam powiedziec?

piątek, 21 maja 2010

nareszcie zasluzony weekend!
uwielbiam ten stan niezmaconej niczym wolnosci...
czas wyruszyc przed siebie.

be ware!



Porzuc wszelka nadzieje, Ty ,ktory tu wchodzisz... (Dante)

niedziela, 16 maja 2010

logiko - wróć.

wy też macie takie wrażenie, że większość ludzi nie posługuje się logiką?
...i chodźbyś starał się wytłumaczyć cokolwiek logicznie, racjonalnie, jasno to znajdą tysiąc sposobów na wymiganie się od spojrzenia prawdzie w oczy. Prawdę przynosi logika ale pewnie jest jakiś powód do omijania prawdy i brniecia w zabobone bzdury, iluzjie i 'może jakoś to będzie'. W sumie pewnie jakoś to będzie- pytanie tylko - JAK?
Nawykłam, że niewielu ludzi posługuje się myśleniem jako takim i można z nimi pogadać, wymienić się poglądami, czegoś nauczyc i pewnie coś przekazać....
a właściwie to nie nawykłam, nie umiem przejśc nad tym, że świat jest jaki jest i że nie mozna go zmienić.
Ktoś kiedyś mi powiedział(i myślę, że coś w tym jest...) - jakie to flustrujące....
Ps. bicie głową w ściane też nie pomaga - przetestowałam.
Pss. gdyby ktoś się wybierał na Marsa, może mnie zabrać ze sobą, mało jem, nie wiele ważę...

czwartek, 13 maja 2010

nie nawidze kolejek! a kolejki w banku to już apogeum mojej nienawiści!
....
moja 'lepsza' połowa wymyśliła sobie, że musimy otworzyć konto oszczednościowe. ...pomysł całkiem niezły nawet...
...ale nie o oszczędzaniu chciałam pisać bo z natury rzeczy jako osobę niezainteresowaną matarialną stroną rzeczywistości -oszczędzanie mnie nie interesuje - pewnie dlatego moja 'lepsza' połowa zapragnęła takiego konta.
Wizyty w baku dla mnie są katorgą ale to jeszcze nic bo - moja 'lepsza' połowa z wizyt w banku uczyniła sobie hobby. W erze bankowości online, on z każdą bzdurą biegnie do doradcy osobistego, bo oczywiście nie można poczytać na internecie i podjąć z ciepłą kawą w ręku decyzji. Przemek uwielbia jałowe dyskusje o niczym więc nie dziwię się, w końcu to on rozmawia z każdym domokrążcą i świadkami jehowych(i to nie jest żart).
Balans jest taki, że otworzyliśmy sobie konto oszczędnościowe na znikomy procent i jeszcze z podatkiem. Oczywiście kiedy zaczęłam tłumaczyć że złote konto jest bardziej logiczne - odpowiedź mojej 'lepszej' połowy - 'nie bo nie' (bo zapytałam się - ale dlaczego tak sądzisz?). Moja 'lepsza' połowa jednak po 20 minutach przetrawiła mój komunikat i postanowiła zmienić decyzje. Pan, który nas obsługiwał (notabene całkiem uroczy, pomijając bezustannego grzebiania sobie w uchu) był bliski zawału. Stanęło na tym, że za tydzień jedziemy znów zmienić decyzję bo zagroziłam swemu lubemu publicznym pobiciem, jeśli zostaniemy w banku nastepne 40 minut.
Chciał tamte konto - MA - i teraz niech cierpi.
Kiedys napisałam felieton do gazety lokalnej o kolejkach(felieton nota bene zrobił furrorę). Naprawdę NIENAWIDZĘ KOLEJEK!!!
Dziś wchodzę i już wiem - nie jest dobrze, kolejka zaprawdę nieduża, ale za to składająca się z emerytów!
Z moich obserwacji(a co można robic w kolejce?) wynika, że emereyci i renciści siedzą przecietnie po 4 razy dłużej niz zwykły śmiertelnik. Nie ma sie co nawet specjalnie złościć - każdy z nas będąc na emeryturze i mając do towarzystwa zrzędzącą 'lepszą' połówkę, kota i rybki akwariowe będzie sobie urządzać wycieczki do banku, żeby tylko z kimś pogadać... dlatego mam żelazne postanowienie - nie dożywać emerytury! Nie mam zamiaru swoją osobą zamęczać wszechświata, wolę boga skoro i tak jest złośliwy.
Notabene miałam rację przed nami była para emerytów i jedna sztuka samotna emerytnicza i oni byli na poczatku za nimi jakiś ciemnoskóry człowiek i panienka, później my. Afroamerykanin i panienka i my zostaliśmy obsłuzeni - emeryci dalej siedzieli :D
zapisałam sobie więc w swoim osobistym kajecie - nigdy nie startuj do pracy na pozycje doradcy osobistego w banku, bo ich wszystkich pozabijasz! a ja przecież brzydzę się przemocą fizyczną jak każdy szanujący się buddysta.
Teraz musze się skoncentrować jak wesprzeć psychicznie osobę bliką mojemu sercu, która została zdradzona przez swojego partnera i to dosłownie. Mówił, że ją kocha nie pozwolił jej wyjechać kiedy chciała zmienić miejsce zamieszkania i co się okazało?
-że będąc na wycieczce w Azji udał się do burdelu...
Planuje ją zjebać doszczętnie za to że sobie pozwoliła, że już dawno jej mówiłam że nie powinna się z nim wiązać... ale co ja tam wiem o życiu... ale nie no kurwa pójść do burdelu ... i ma koleś szczęście że mieszkaja daleko bo spotkałabym sie z nim osobiście i moimo iż jestem szanującą się buddystką - zabiła na miejscu i bez mrugnięcia oka(na zimno?)
sa pewne rzeczy, których nie robi się i tyle, w szczególności bliskim mi osobom...
jezu - zabije go. przysięgam,że go zabiję.

wtorek, 11 maja 2010

mam przesrane

dziś w pracy dostałam głupawki... to była głupawka nad głupawkami!
i jej konsekwencje coś czuję spadną na moją biedna głowę..
Spadną tym bardziej ,że niedługo muszę zabukować sobie urlop ,a po takim przyśmianiu się z szefa - może być ciężko - przecież go znam... a pośmiałam się dość perfidnie zresztą z głównego managera też...
życie...
a wszystko przez kebaba z baraniny... tak już mam ,że jak zjem to swoje ulubione danie, przestaje być pracownikiem roku i zaczynam się nabijać, a humor potrafię mieć lekko wredny ;>
bo naturę już mam...
ponadto odkryłam, że mogłabym zostać detektywem roku - nie pozostawiam żadnej sprawy niedokończonej i uwielbiam rozkminiać wszystkie aspekty danych tematów,a im coś dziwniejszego tym większe prawdopodobieństwo że nie popuszczę a co potrafię wymyślić to przechodzi czasem nawet moje ludzkie pojęcie (stąd mój prosty wniosek że jestem nadczłowiekiem).
a plan mam iście diaboliczny...
...i postanowiłam że w niedługim czasie przeprowadzę 'test ostateczny' pewnemu człowiekowi, który wybitnie intrygującą naturą nurtuje mnie i nadeszła chwila prawdy wiekopomnej(Iwona wie o czym mówię)
Logika - tylko ona potrafi uratować i wyprowadzić na prostą...
Człowiek ten, albo przypadkiem uruchomił cała lawinę przypadkowych sytuacji albo... jest godnym przeciwnikiem dla mojej skromnej osoby, co jest rzadko spotykane w moim świecie i wymaga podjęcia rękawicy... i ja ją podejmę(chodźbym się miała skichać!). Problem polega na tym że w sumie mam mało informacji i nad tym właśnie pracuje - pozyskaniem ich ale to zawsze wymaga solidnego przygotowania, opracowania planów awaryjnych, spreparowania serii lawinowych 'przypadków' prowadzących do celu i ostatecznego szybkiego i bezbłędnego ataku na ofiarę, która niczego się nie spodziewa a później jak radzi Dupa - użycia maksymalnej dawki uroku osobistego. Pożyjemy - zobaczymy - na pewno jednak czegoś się nauczę lub załamie nerwowo...
Po raz kolejny zamierzam zabalansować nad przepaścią i wyjść z tego cało :D
czego i Wam przed snem - życzę.

czwartek, 6 maja 2010

bo nie ma odpowiedzi oczywistych....

z przemyśleń na dziś...
Pierwsze dość ważne -chyba kołatało w mojej głowie już dawno - spotkałam ludzi, dobrych, normalnych, otwartych i wtedy pierwsza myśl jaka przemkneła mi przez głowę - to fajni, normalni ludzie...
i później nastąpiła(bardzo typowe u mojej osoby) pytanie - 'dlaczego' ? chodziło bardziej o to dlaczego sformułowanie 'normalni' uważam za pozytywne i doszła do mnie oczywista odpowiedź niemal natychmiast(to akurat dość rzadkie u mojej osoby, żeby nastąpiły natychmiastowe odpowiedzi).
'bo w dzisiejszych czasach normalność jest nienormalna, każdy lansuje się na osobowość, kogoś wykraczającego 'poza' i rzadko w dzisiejszych czasach o 'normalnych' ludzi....
i musiałam przyznać, że coś w tym jest - ludzie rzadko są sobą...
Poza tym to już któryś dzień mojego powrotu do głębokich praktyk medytacyjnych wspieranych dodatkowo czytaniem Osho(w sumie go znam, ale stwierdziłam, pod namową koleżanki, że odświerzanie nie jest może takie złe).
Nastąpiła we mnie zmiana, jakieś tam otwieranie czakr, równoważenie energii, później trans medytacyjny i ile się może zmienić to nawet dość dziwne...
w każdym razie czuję, że 'coś' się otwiera a po każdej medytacji mam 'wizje'. Na początku były jakoś ukierunkowane, ale 'głos w głowie'(jakkolwiekby to nie brzmiało skarcił mnie za to) więc przestałam w te wizje ingerować i pozwoliłam im przychodzić samym i jak sobie chcą (a z moim charakterem nie jest łatwo tego dokonać uwierzcie)...
podzielę się jedną z nich chodź pewnie będzie głupio wyglądać...
Pojawiłam się na dziwnej skarpie zawieszonej w powietrzu, to właściwie nawet nie była skarpa, tylko betonowa płyta porośnięta krzewami....
'Ktoś' chciał z niej skoczyć więc złapałam go za nadgarstek i tak wisiał w powietrzu. Wtedy poczułam, że pod ciężarem tej osoby zaczynam się zsuwać i nagle jakaś potężna owłosiona łapa złapała mnie za nogę abym nie spadła i znów pojawił się ten charakterystyczny wszechwiedzący głos - 'jeśli on chce skoczyć, musisz mu pozwolić, bo to jego wybór, nie twój on, jest wolny'. Wtedy zaczęła się jak zwykle dyskusja(miedzy mną a głosem) zakończona moim sformułowaniem, że fajnie że ma wybór ale i tak go nie puszczę, żeby spadł. W końcu jak każdy pragamtyk poszłam na ugodę - ok puszczę Cię bo wiem, że ty decydujesz o sobie ale jak najpierw przeprowadzimy rozmowę i jeśli zadecydujesz, że chcesz skoczyć - nie będę przeszkadzać - tak wiem powinnam zostać mediatorem policyjnym...
Nie wiem jak zakończyła się wymiana zdań z niedoszłym samobójcą, bo przeskoczyłam do rozmowy z jakąś 'inną istotą'.
Dyskusja dotyczyła 'PIEKŁA'.
....zadawałam pytanie i otrzymywałam wymijające odpowiedzi, aż w końcu usłyszałam - 'odpowiedź leży w Tobie'. Odpowiedziałam, że tyle to wyczytam w każdej książce i jest to odpowiedź wymijająca i wtedy otrzymałam odpowiedź. Odpowiedź na pierwszy rzut oka(tak wiem, że to kolokwializm) głupią i niedorzeczną, ale jakby się nad tym bardziej zastanowić....
.....
Odpowiedź brzmiała miej więcej tak - 'piekło jest stanem Twojej świadomości a właściwie Twoim wyborem'.
(wtedy pomyślałam, że to znowu wymijająca odpowiedź!)
i nastąpił jakiś przełom - bo dostałam klarowne, jasne, pełne wyjaśnienie:
widzisz to jest tak(wtedy poczułam się jakby tłumaczono coś dziecku...nieładne uczucie) czy w niebie cz w piekle jesteś kochana tak samo przez cały wszechświat - jak bardzo jesteś kochana, akceptowana, miłowana etc. sama nawet nie wiesz, różnica między piekłem a niebem jest taka, że w niebie(na najwyższych planach, nirvanie jakolwiek tego nie nazwiesz)- potrafisz kochać tak samo doskonale- a w piekle nie potrafisz tak kochać.
....teraz czuję się jakbym odrabiała zadane mi zadanie domowe, myślę nad tym co usłyszałam. W każdym razie cieszę się że wróciłam do głębszej medytacji... czuje jak moja świadomość się poszerza.
to z takich przemyśleń na dziś...

piątek, 30 kwietnia 2010

ZNALAZŁAM!
...ten wiersz, a właściwie jego fargment końcowy, który zrobił na mnie takie samo wrażenie jak kiedyś. znalazłam, tez przy okazji inne wiersze, które czytalam kiedyś po dziesiątki razy.
....nieznalazłam ich na stronie Norwida, gdyż to wiersz B. Lesmiana (heh)
końcowy fragment jest kwintesencją doskonałości:



'Za tę całą drużynę zgiełkliwą i rojną,

Co otuchę donośnym wezwałaby rogiem -

Za ich żywot pokrętny i śmierć niespokojną

Wznoszę kielich. po brzegi pieniący się bogiem !...'


'Toast świętokracki' B.Leśmian

czemu?

a ponieważ mi się nudzi(tydzień an chorobowym) znalazłam ten fragment wiersza, to umieszczę go sobie:


'A księżyc będzie - jak od wieków - niemy,

Gwiazda się żadna z miejsca nie poruszy,

Patrząc na ciebie oczyma szklistemi,

Jakby nie było w Niebie żywej duszy:

Jakby nie mówił nikt Niewidzialnemu,

Że - trochę niżej - tak wiele katuszy!

I nikt - przed Bogiem - nie pomyślił: czemu?'



fragment wiersza 'Czemu' C.K.Norwida na którego właśnie stronie buszuje poszukując tytułu wiersza, który baaaaardzo dawno czytałam, wywarł na mojej skromnej osobie piorunujące wrażenie i którego do tej pory nie moge tytułu ustalić a co za tym idzie przeczytać jeszcze raz. ale ten fragment i wiersz też świetny.

errata

Ps. jak chcecie obejrzeć sobie ten obrazek w pełni(to tylko fragment) wpiszcie w google: Luis Royo The Wait i przejdzcie na graficzny tryb(taki napis obok map - 'grafika') ale uważajcie, niektóre obrazki mają naprawdę słabą jakość i zubożają kolory...

kilka słów o...

dziś będzie trochę o sztuce...
uwielbiam przeglądać galerie wszelakie (no może z tą wszelakością to przesada...)
ogólnie obecnie jestem w fazie Gustawa Klimta, którego uważam za wielkiego wspaniałego i GENIALNEGO. Cudowna kolorystyka o jakiej ja mogę tylko pomarzyć poza tym to.... SECESJONISTA, a ja chyba rzadnego nurtu artystycznego tak nie kocham jak secesji, gdybym była bogata mój dom byłby w secesyjnym stylu, wygiętymi schodami o ażurowej strukturze i motywami pawich piór i nie byłoby w moim domu innych lamp niz lampy tiffaniego...
i to byłby raj!
Nie wiem dlaczego od Gustawa K. naturalnym tropem moje mysli powędrowały do artysty, którego jestem nieprzejednanym fanem odkąd pamiętam - LUISA ROYO. On nie jest człowiekiem - mam taką teorię - że jest aniołem i Bóg go zesłał. Tacy ludzie jak on przywracają wiarę(inna bajka, że to co maluje/rysuje pewnie już dawno zakazane jest przez Watykan)
Starałam się odnaleźć jakąś więź łączącą Royo z Klimtem. Oczywiście oboje często opierają swoje prace ostro o erotyzm(Klimt przedstawiając masturbację, a Royo w swych szkicach to już nawet po erotykę raczej nie sięga) ale to nie to łączy ich...
i olśniło mnie, oprócz oczywistej delikatności i jednego i drugiego chodzi chyba o tą 'prześwietloną' kolorystykę + postacie kobiece, a oboje 'kochają' wręcz prezentować kobiety o silnym charakterze.
Pomimo przycinającego netu idę pooglądać dalej galerię Royo i nie powstrzyma mnie kilku minutowe ładowanie się stron i niedziałające klawisze kursorów po zalaniu piwem w zeszłym tygodniu przy rozgrywce w Age'a :D
poniżej przedstawiam moją ukochaną postać Luisa Royo(a jest ich kilka):

wtorek, 27 kwietnia 2010

to będzie pesymistyczny wpis, więc co wrażliwsi niech nie czytają. Jestem chora i nie zamierzam tego faktu ukrywać przed ludzkością.
40 stopni nie miałam już dawno i wcale za tym nie tęskniłam, tzn. ja wiem że mi zawsze zimno ale to nie jest najlepszy sposób na rozgrzanie się - przynajmiej ja znam lepsze.
Zatoki odezwały się w pełnej krasie. Mam wrażenie że moja głowa napuchła, więc staram się przechodzić bokiem przez framugę w drzwiach, żeby się zmieścić. Na nic nie mam siły. Słucham 10 raz tej samej piosenki bo mi się nie chce przełączyć. Najgorsze jest to że zrobiła się taka piękna pogoda, tyle pomysłów było. Dlaczego choroby nadchodzą zawsze w takich momentach? i kto kazał Pandorze otwierać tą cholerną puszkę z chorobami(baby to zawsze mają głupie pomysły)... normalnie odbija mi...leżeć już też nie mogę. Nawet piekarnik mam elektryczny to nie jestem w stanie skrócić swojego cierpienia...masakra. takie powolne unicestwienie jaźni. a było tak fajnie jak byłam zdrowa!

piątek, 16 kwietnia 2010

no i nadszedł weekend...
ostatni dzień w pracy był zaiście cudowny powiadam Wam. Cholerny chaos i strasznie dużo roboty. Robota spadła nieoczekiwanie i trochę przez przypadek a chaos musielismy ogarnąć z Davem.
Szef poszedł na urlop jednodniowy....
Zostalismy ja i Dave.(Dwóch największych miłośników słodyczy w pracy z recdesku :D)
Oboje jak mogliśmy zamiataliśmy całym działem, robilismy to jednak na wesoło w pełnym poczuciu zbliżającego się weekendu...
Bola dostała ode mnie historyczny wrecz opieprz za nic nie robienie i oszukiwanie. Dave chodził po nią 5 razy bo uciekała z miejsca pracy. Michael(nasz inzynier nie odrużniający plusa i minusa) dostał możliwość komentarza do oficjalnej skargi wysłanej przez Dave'a. Nastał porządek i sprawiedliwość. Oboje jednak oczekujemy powrotu Matta - bo nie uśmiecha nam się do końca odwalanie jego czarnej roboty.
Publicznie też wczoraj, ku uciesze Dave'a, zostałam zboksowana przez Barb, za nie przygotowanie dla niej torebek singlowych do pieniędzy, które będzie sprawdzać. Prawda jest jednak taka, że to dave miał je przygotować.
Dziś zapowiada się granie do 6 rano w Age'a :D zakupiłam już - sake, którą po kolacji będe podgrzewać :D. piwo też jest ale - sake wprowadza taki dobry humor dookoła :D
jutro ognisko z browarem i fanymi ludźmi.
Jednym słowem WEEKEND - jakie to boskie uczucie....

środa, 14 kwietnia 2010

a tak w ogóle, kiedy robiłam ankietę wśród zanjomych odnosnie mojej osoby(potrzebne było do testu psychologicznego.)
Głównymi odpowiedziami były jesteś: ostra i zdecydowana.
Późniejsze miejsca zajęły: ambitna, temperamentna(ja tam uważam się za siłę spokoju), kreatywna etc...
moja przyjaciółka(pozdrowienia dla Nuty) napisała na gg: arogancka i ze wszystkimi się kłóci(co odczytuję jako - posiadająca swoje zdanie...).
z arogancka do tej pory nie moge się pogodzić.... przynajmiej mi napisała jako trzecią cechę : PRZYJACIEL(co odczytuję - zrób mi w końcu te ikonki na stronę :D).

kilka myśli nieuczesanych...

...doprawdy bawią mnie rozmowy odnośnie mojej osoby w wykonaniu Kamili.
Kamila, to koleżanka w pracy - jedyna Polka - ostoja naszego języka. Oprócz standardowych naszych rozrywek ( najnowsza to treningi w strzelaniu z gumek- przy czym Kamila bierze w nich udział dość biernie - jako cel), przeprowadzamy sobie często (o ile czas pozwala) rozmowy iście filozoficzne.
Ostatnio postanowiłam poradzić się jej jak mam zachować się na pewnym ważnym spotkaniu.
Ja obmyślam strategię, ona mi pomaga. Podział obowiązków prosty.
Kamila, jest chodzącą siłą spokoju. Osobą niedozdarcia i sprowokowania(pewnie dlatego nie ustaję w wysiłkach). Zrównoważona i spokojna - normalnie ideał. Jej marzeniem jest zdobycie pracy w ambasadzie, bo też jest po stosunkach międzynarodowych(jak i moja skromna osoba)
...mam więc ważne spotkanie, streściłam Kamili wątek, cel spotkania i zasypałam stertą pytań z cyklu - 'i co ja mam zrobić?'. Nieraz już przechodziłyśmy przez to z Kamilą(czy raczej ona ze mną) więc wiem że należy oddalić się do swojego biurka i wrócić po 20 minutach a Kamila zdąży przetrawić ten nawał informacji i doradzi...
Wyglądało to miej więcej tak:
'Kamila i co ja mam zrobić wiesz że chce dobrze wypaść'
'Pamiętaj żebyś nie była za pewna siebie'
'A ja jestem za pewna siebie?'
'Nie'
'To po co mi mówisz żebym nie była?'
'Bo w tej sytułacji każdy mogłby być'
'Aha, wiesz mi się wydaje Kamila, że najważniejsze to w sumie być sobą, albo Cię ktoś zaakceptuje albo nie...'
'Przemyślę to...'
...ja się oddalam nadrobić to co spadło mi na biurko w trakcie konwersacji i znów wracam po pół godziny...
'Kamila i co wymyśliłas już coś?'
'Tak doszłam do wniosku że najważniejsze to być sobą...'
(wtedy przeszła mi przez głowę myśl, że gdzieś to już słyszalam 20 minut temu...ale brnę w to dalej...)
'Kamila ale mi się wydaje, że powinnam być też miła poprostu, tak wiesz naturalnie'
Wtedy nastąpił zawiesisty wzrok Kamili unoszący się spokojnie znad 25 tysiecy funtów i jej spokojny zrównoważony głos oznajmił:
'Jak będziesz miła, nie będziesz sobą...'

...i znów zburzyła mi całą misternie wymyśloną strategię.
Kamila chyba jednak mnie lubi, bo czasem o mnie dba mimo moich bezustannych kawałów(raz odkurzała pół hali na której pracujemy, bo ja podpuściłam ku rozbawieniu wszystkich).
(Niemniej jednak kiedy robiłam jej wykład o moim drzewie genealogicznym):
'...Wiesz Kamila ja to mam bardziej pochodzenie pokąplikowane, tylko w połowie jestem Polką, chociaż w pełni się nią czuję,'
'No co Ty?'
'Tak w 1/4 jestem Litwinką i z tego jestem dumna, w 1/4 Niemką i to raczej staram się ukrywać...'
'Naprawdę?! AAAAAAAA to dlatego jesteś taka pokręcona!'
jej komentarze prosto z serca mnie zabijają więc dodałam skromnie:
'Tak, ja też myślę, że to po babci która była Niemką....'
i żeby było wesoło jutro też postrzelamy sobie z gumek w pracy :D (póki co coraz rzadziej trafiam sobie sama w palca)